wtorek, 28 lipca 2015

"Kości niezgody" Charlaine Harris

"Kości niezgody" to druga część cyklu z Aurorą Teagarden.
W której to bohaterka ma nie lada orzech do zgryzienia. Otrzymuje spadek po zmarłej Jane Engle, znajomej z którą tak naprawdę nie była blisko. Jest to dla niej wielkie zaskoczenie, tym bardziej, że zmarła zostawiła jej dom i niemałą sumkę w banku. Aurora podejrzewa jednak, że kobieta miała w tym jakiś cel. Przeczucie jej nie myli i tak oto bohaterka musi rozwiązać pewną zagadkę, jaka kryje się w odziedziczonym budynku.

"Kości niezgody" to kontynuacja, która zdecydowanie przewyższa "Prawdziwe morderstwa". Aurora musi podjąć wiele decyzji, które zaważą na jej dalszym życiu. Musi uporać się również z tym, że jej były chłopak wychodzi za mąż...
Spokojny dom przy Honor Street kryje w sobie straszną tajemnicę i jej rozwiązanie nie jest wcale łatwe.

Klimat tej książki, momentami przypominał mi atmosferę znaną ze starszych powieści detektywistycznych i to bardzo mi się podobało. Autorka zaoszczędziła nam (na szczęście) trójkąta miłosnego i to było dla mnie miłym zaskoczeniem. Dzięki temu mogłam odetchnąć od wszelkich romantycznych wątków i skupić się na najważniejszym, jakim jest owa TAJEMNICA.

Aurora Teagarden jest bohaterką, którą polubiłam bardziej niż w poprzednim tomie, bo tam nieco mnie irytowała. W "Kościach niezgody" zdecydowanie racjonalniej podchodzi do wielu spraw i zachowuje się doroślej.
No i jak to bywa w powieściach Harris, książkę czyta się naprawdę ekspresowo i przyjemnie.
Nie mogłam się doczekać rozwiązania całej sprawy, która może nie przyniosła wielkiego zaskoczenia, ale była bardzo dobrym finałem całej historii.

Muszę tu również wspomnieć, o przecudnej okładce, która idealnie oddaje treść i wspomniany wcześniej klimat. Wydawnictwo Replika wykonało kawał dobrej roboty. Również samo rozmieszczenie tekstu, wielkość liter, bardzo ułatwia czytanie. Oby takich wydań jak najwięcej.



"Kości niezgody" to lekka i przyjemna powieść kryminalna. Nie znajdziemy w niej przerażających morderców, posoki lejącej się strumieniami. Jest to powieść która nie wymaga większego zaangażowania od czytelnika, napisana prostym językiem, która praktycznie sama się czyta.
Już nie mogę się doczekać lektury kolejnych tomów serii i mam nadzieję, że będą one tak dobre jak ta kontynuacja.
Ocena 7/10.

czwartek, 23 lipca 2015

"Szczygieł" Donna Tartt

"Szczygieł" to historia Theo Deckera, który wraz z mamą udaje się do muzeum, w którym to dochodzi do wybuchu. Chłopak wychodzi z niego cało, jednak w trakcie "ewakuacji" kradnie jeden z cennych obrazów, który towarzyszy mu w jego młodzieńczym i dorosłym życiu. I od tego momentu poznajemy losy chłopaka, który musi sobie radzić z żałobą po śmierci mamy, z ogromną traumą i odrzuceniem.

Autorka większą część powieści poświęciła na opisanie młodzieńczych lat bohatera, chcąc zaznaczyć jakie czynniki (oprócz katastrofy) wpłynęły na niego jako dorosłego człowieka.
Kolejne części ukazują już dorosłego mężczyznę i jego dalsze losy, które również są naznaczone dramatem i cierpieniem.

Historia życia głównego bohatera jest bardzo trudna, ale zarazem ciekawa. Wybory jakie musi dokonać są momentami przytłaczające, ale Theo zdaje sobie radzić w każdej sytuacji. Nie zawsze wychodzi mu na dobre, ale w pewnych momentach, kiedy był poddany na przeróżne wpływy, nie można go winić za taki obrót spraw. W swoim ciężkim życiu, pomimo wielu złych i deprymujących chwil, udaje się mu trafić na dobrych ludzi, którzy są dla niego podporą w trudnych sytuacjach. Chłopak cały czas żyje zdarzeniami sprzed lat, rozpamiętuje je, ponieważ nie może wyjść z traumy jakiej doświadczył jako dziecko. Jego historia jest przejmująca i poznajemy ją z jego perspektywy, ponieważ on sam jest narratorem. Jest to postać tragiczna, która skłoniła mnie do przemyśleń.

Bardzo obawiałam się, znając podobne powieści, że autorka opuści pewien etap z życia bohatera i niestety tak się stało. Po młodzieńczych latach nagle następuje osiem lat po i powiem szczerze nie lubię tego typu zabiegów w żadnej książce. Ale wchłonięta w życie tego młodego człowieka, chciałam dowiedzieć się o nim wszystkiego.

Autorce idealnie udało się oddać nowojorski klimat powieści, co było zdecydowaniem jednym z jej plusów. Ponieważ kocham wszystko co wiąże się z tym miastem, jeszcze lepiej wchłaniałam tę powieść. Ale nie cała akcja dzieje się w Nowym Jorku, zapoznajemy wiele miejsc, w których bohater spędza czas na różnych etapach swojego życia.

Spodziewałam się, że będzie to powieść ciężka, z kwiecistym językiem na miarę najważniejszych dzieł literackich, trochę trudna w odbiorze. Nie mogłam się bardziej mylić.  Styl autorki jest bardzo przystępny i książkę czytało mi się bardzo dobrze. Co prawda jak na tak obszerną książkę jest bardzo mało dialogów, przez co jej czytanie nie było tak szybkie, jakiego bym oczekiwała.  Nie jest to lektura, którą należy pochłonąć od razu, raczej trzeba dać jej czas (i tu nie chodzi mi o jej grubość) i poznawać powoli. Mnie zajęło to aż sześć dni, ponieważ chciałam sobie ją dozować i trochę podelektować się treścią. W pewnych momentach może przytłaczać ogromem smutku, który jest odczuwalny na każdej stronie.

Oczywiście muszę przyznać, że były momenty, kiedy nużyło mnie czytanie, ale przy tak dużo objętościowo powieści jest to normalne. Jednak szybko ustępowało ono zaciekawieniu.
A dlaczego? Bo czułam się tak, jakbym "wysłuchiwała" historii życia swojego przyjaciela. Było to bardzo intrygujące i cieszę się ogromnie, że zabrałam się za lekturę tej książki.
Ubolewam jednak, że nie mam własnego egzemplarza, tylko wypożyczony z biblioteki, ale koniecznie muszę to zmienić w niedługim czasie. Zdecydowanie muszę mieć w swojej biblioteczce książkę, która poruszyła mnie do głębi i do której będę chciała wracać po latach.
Powieść przemawia do mnie w sposób, w jaki nie udało się wielu pozycjom.
I muszę przyznać, że niektóre rozważania głównego bohatera były w pewnych momentach bardzo mi bliskie.

"Szczygieł" to nie jest książka dla każdego. Jest przeznaczona dla czytelników, którzy lubią historie życia mniej lub bardziej zwykłych ludzi. Bo tak naprawdę niewiele się w niej dzieje. Mamy tu mnóstwo wspomnień bohatera, mnóstwo rozmyślań na różne tematy, walkę z traumą i chęć ułożenia swojego życia na nowo.
Jest to powieść, która pozwoli nam trochę zwolnić w szybkim świecie, który pędzi przed siebie, czasami zdawać by się mogło - na łeb, na szyję. Jest przesiąknięta melancholią i pozostawia pewien smutek po lekturze.
Pozwoli przystanąć i choć trochę pomyśleć nad celowością ludzkiego życia i o tym, co dla każdego z nas jest ważne.
Jest to przejmująca powieść, która zasłużenie została nagrodzona Pulitzerem 2014.
Zdecydowanie polecam.

Ocena 9/10.

Jeżeli po zapoznaniu się ze "Szczygłem" Donny Tartt, macie ochotę na coś o podobnej tematyce, mówiącej o dojrzewaniu, trudnych wyborach, które nie do końca są zależne od nas?

Polecam Wam książkę John'a Irvinga "Zanim Cię znajdę". Jest to powieść, w której poznajemy dorosłego już Jacka - hollywoodzkiego gwiazdora, który przybliża nam historię swojego życia. Opisuje swoje dzieciństwo spędzone u boku matki tatuażystki, która jako czteroletnie dziecko zabiera go ze sobą w podróż za niewiernym partnerem, po drodze pracując w salonach tatuażu. Jest to historia bardzo ciekawa, która wciąga od pierwszych stron. Co prawda posiada specyficzny klimat (jak wszystkie książki Irvinga) i zawiera parę kontrowersji, ale jest to powieść z którą zdecydowanie trzeba się zapoznać.

sobota, 18 lipca 2015

"Starter" Lisa Price


Akcja "Starter" rozgrywa się w świecie, w którym po wojnie bakteriologicznej zginęli wszyscy pomiędzy dziewiętnastym a sześćdziesiątym rokiem życia. Od tej pory świat jest podzielony na Starterów - młodych ludzi, których umieszcza się w zakładach pracy przymusowej, i Enderów - starszych obywateli, którzy wiodą spokojny żywot w nowej rzeczywistości.
Właśnie tu rozgrywa się historia Callie Woodland, która po śmierci rodziców opiekuje się swoim młodszym bratem - Tylerem. Jako sieroty nie mają nic, śpią w pustostanach, gdzie towarzyszy im Michael - przyjaciel, dbający o nich jak o własną rodzinę i z którym uciekają przed policją.
Tyler cierpi na rzadką chorobę płuc i bohaterka chce zrobić wszystko, aby zapewnić mu leki oraz godne warunki do życia. Z tego powodu trafia do firmy Prime Destinations, zajmującej się wynajmowaniem ciał Starterów, bogatym Enderom. Callie mimo obaw, decyduje się na ten desperacki krok. Jednak sprawy przybierają bardzo nieciekawy obrót i dziewczyna musi poradzić sobie w trudnej i niebezpiecznej sytuacji, w której zdana jest tylko na siebie.

Callie, to godna podziwu główna bohaterka. Dla dobra swojego chorego brata jest gotowa oddać jedyne co posiada, swoje ciało. Robi to z wielkimi oporami, ale jest świadoma tego, że to jedyna deska ratunku. Jej marzeniem jest stworzenie prawdziwego domu, w którym mogli by wieść spokojne życie.

Muszę przyznać, że Lisie Price udało się stworzyć powieść, która jest bardzo intrygująca i w jakiś sposób oryginalna. W jakże dziś popularnych dystopiach, pewne elementy zazwyczaj powtarzają się, lecz tutaj, przynajmniej jak dla mnie, autorka wprowadziła coś nowego. Musze tu zaznaczyć, że nie czytam wielu tego typu książek, więc nie mogę jej porównać do popularnych "Igrzysk śmierci". Na okładce jest zaznaczone, że jest to lektura dla fanów tej serii. Niestety ja do dziś nie zapoznałam się z nią i raczej w najbliższym czasie nie zamierzam tego zrobić.

Ale wracając do "Starter", wprowadzenie Enderów i Starterów, to dla mnie nowość. Ludzi, którzy żyją bardzo długo, odbierają pracę młodym ludziom i robią wszystko, aby wrócić do młodych lat, jeszcze nie spotkałam. Nie bacząc na wartość życia drugiego człowieka, są zaślepieni i dzięki Prime Destinations mogą spełnić swoje pragnienia.

Ogólnie poprowadzenie akcji jest wprost idealne. Pomimo ciężkich dni, w trakcie których do czytania nie było mi spieszno, książkę wchłaniałam i praktycznie nie czytając skończyłam bardzo szybko. Nie czułam, że spędzam przy jej czytaniu bardzo dużo czasu, a kartki jakoś same się przewracały. A to dlatego, że cały czas się coś dzieje. Tu bohaterów goni policja, tu Callie musi dokonać bardzo trudnego wyboru, jest poddawana pewnym procedurom, itd, itd.

Styl jest bardzo prosty, dzięki któremu, jak już wspomniałam książka czyta się praktycznie sama.
I ten klimat, dzięki któremu przenosimy się do świata, w którym przywileje posiadają najbogatsi i najstarsi, a z dzieci, które przetrwały wojnę bakteriologiczną, zrobiono przedmioty, które służą do określonych celów.
Autorka zbudowała przerażający obraz świata, który może być poniekąd alegorią dzisiejszych czasów, gdzie liczy się pieniądz i władza, a ze zwyczajnym człowiekiem nie liczy się nikt. Straszne, ale prawdziwe.

W książce występuje oczywiście wątek romantyczny, który nie przytłacza, lecz jest bardzo ważny dla całości. Czasami w tego rodzaju powieściach irytują mnie wszelkie romanse, ale w tym utworze było inaczej. Wszystkie wątki idealnie uzupełniają się i powiem szczerze, że autorka nieco mnie zaskoczyła w zakończeniu, bo po takim poprowadzeniu akcji, nie spodziewałam się tego, co zostało zaserwowane na samym końcu.

Starter przedstawia próbę walki o dobro, lepszy byt, miłość i oddanie dla drugiego człowieka. Ukazuje małość człowieka w wyniszczającym systemie, gdzie jest on sprowadzony do roli towaru.

Powieść bardzo mi się podobała, spełniła moje oczekiwania w stu procentach, a nawet więcej i czekam, na kolejną część "Ender", która ukaże się już 9 września.


Ocena 8/10.


Jeśli chcecie sięgnąć po coś podobnego do "Starter" Lisy Price, to mogę Wam polecić:
- cykl "Inny świat" Maxima Chattama, w ktróym to, świat ulega ogromnej zmianie i główny bohater Matt, wybiera się w podróż, aby wyjaśnić tajemnicę nowej rzeczywistości. Serię tę polecam wszystkim miłośnikom dystopii i nie tylko, bo Chattam jest świetny w każdym wydaniu.



- kolejną książką, która bardzo przypomina mi "Starter" to "Windykatorzy" Erica Garcii. Jest to thriller science fiction. Tutaj mamy świat, w który ludzie mogą nabywać narządy na kredyt. Jednak, kiedy nie jest on spłacany, na scenę wkraczają tytułowi windykatorzy, którzy muszą odbierać zadłużone organy, nawet wtedy, gdy dłużnikowi grozi śmierć.
Główny bohater pracuje jako windykator, jednak po wypadku, z którego cudem wychodzi cało, sam otrzymuje sztuczne serce, które sam musi spłacać. Po pewnej, bardzo trudnej dla niego wizycie mającej na celu przejęcie organu, dopadają go wyrzuty sumienia i decyduje, że dłużej nie może się tym zajmować.
Od tej pory rolę się odwracają i sam musi uciekać, ponieważ z łowcy staje się zwierzyną.
Świetna książka, którą bardzo gorąco Wam polecam. DO której podchodziłam sceptycznie, a powaliła mnie na kolana.
Na jej podstawie powstał film o tym samym tytule z Jude Lawe'm i Forestem Whitakerem w rolach głównych.

- ostatnią książką, jest "Uciekinier" Richarda Bachmana (Stephena Kinga), jest to wspaniała powieść opowiadająca o Benie Richardsie, który ze względu na swoją chorą córkę zgłasza się do gry, zwanej Uciekinierem. Polega ona na tym, aby przez 30 dni uciekać przed łowcami, podążającymi za uczestnikiem i tym samym uniknąć śmierci. A dla tego komu się to uda, czeka wygrana w wysokości miliarda dolarów. Gra ta jest emitowana w telewizji Free Vee i jest bardzo popularna w zdegradowanym świecie, gdzie morderstwo jest legalne. King w "Uciekinierze" stworzył świat w którym, przerażające jest to, że ludzie czerpią przyjemność z tego typu rozrywki i to, że świat jest podzielony tak jak w przypadku "Starteru" na lepszych i gorszych (w tym wypadku na biednych i bogatych).
Książka cudo, którą ogromnie Wam polecam. Na jej podstawie powstał film "Uciekinier" z Arnoldem Schwarzeneggerem, który ja osobiście uwielbiam.

Pozdrawiam Was serdecznie, życzę przyjemnego zaczytania :)

wtorek, 14 lipca 2015

"Ofiara Polikseny" Marta Guzowska

Sięgnęłam po tę książkę z ciekawości, ponieważ bardzo dużo dobrego o niej słyszałam i czytałam. A w szczególności intrygowała mnie postać Maria Ybla, którym to zachwycali się wszyscy.
Więc kiedy trafiłam w empiku na promocję, zakupiłam "Ofiarę Polikseny" za 12 zł i czym prędzej popędziłam do domu, aby się za nią zabrać.
Spodziewałam się, że będzie to dobra powieść, ale to co dostałam w trakcie lektury...
Ale od początku.

Zaczynając od treści:
W czasie wykopalisk w starożytnej Troi, grupa archeologów odnajduje tajemnicze szczątki, które wydają się być szkieletem mitycznej Polikseny. Zdawać by się mogło, że tak ważne znalezisko przysporzy ekipie dobrą passę. Nic bardziej mylnego, sprawy zaczynają się komplikować, kiedy Mario Ybl - antropolog biorący udział w wykopaliskach, odnajduje, tym razem "świeże" zwłoki. Bohater sam prowadzi małe śledztwo, mające na celu zdemaskowanie zabójcy. 

Mario Ybl, czyli słynny, główny bohater, o który tyle słyszałam.
Jest to bardzo dobrze wykreowana postać, która momentami wydaje się być przerysowana, ale taką nie jest. (Niestety, znam parę osób, które są tak samo bezczelne i aroganckie). I moim zdaniem idealnie wzbogaca historię. Mimo, że zachowuje się jak wielkie dziecko, które nikogo nie szanuje, jest na swój sposób bardzo uroczy. Jest to bohater, który niebywale mnie intryguje. W trakcie lektury, tylko czekałam co takiego zrobi lub powie. Swoimi tekstami wzbudzał śmiech na moich ustach i kręcenie głową jak dorosły facet może się tak zachowywać.
Domyślam się, że w takim podejściu do siebie i innych musi się kryć jakieś drugie dno i mam nadzieję, że w kolejnych tomach autorka choć trochę skupi się na problemach osobistych Maria.

Marta Guzowska oprócz interesującego głównego bohatera, stworzyła bardzo różnorodne postacie, które również polubiłam. Mamy tu biznesmana, który chce wesprzeć finansowo wykopaliska, szefa, któremu bardzo zależy na sukcesie ekipy, doktorantkę, która ewidentnie "czuje miętę" do Maria i wiele innych ciekawych bohaterów.

Autorka bardzo przystępnie obrazuje nam pracę archeologa i opisuje to w sposób niebywale ciekawy. Sam styl jest bardzo lekki, dzięki czemu przez książkę się "płynie".
Na każdym etapie książki pisarka czymś mnie zaciekawiała, przez co lektura wciągała i nie miałam ochoty jej odkładać.

"Ofiara Polikseny" to powieść mocno osadzona w tureckich realiach. Autorka idealnie przedstawiła klimat tego miejsca, dając mi możliwość (osobie, która nigdy tam nie była) poczuć i w jakiś sposób poznać to miejsce. Dzięki niej przeniosłam się w świat wykopalisk, poczułam palące słońce, tą duchotę i udrękę upału. Razem z bohaterami znajdowałam się wykopach i odkrywałam cuda starożytnych cywilizacji. Jeszcze raz to powtórzę - atmosfera tej powieści jest przecudowna!
I tu mogę stwierdzić, że Mario to jeden z najlepiej wykreowanych bohaterów z jakimi przyszło mi się spotkać. Oby więcej takich postaci!

Jeżeli spodziewacie się mocnego kryminału, to nie jest to powieść, w której krew ofiar przelewa się przez karty. Jest ona raczej spokojna, gdzie fabuła powoli, ale konsekwentnie dąży do finału i to, bardzo zaskakującego.

Nie mam pojęcia jak wytrzymam do czasu, aż w moje ręce trafią pozostałe części. Jak żyć! ;)
To co autorka zaserwowała mi w tej powieści, jest tak niesamowite, że "Ofiarę Polikseny" zdecydowanie mogę nazwać literacką perełką.
Bardzo przyjemnie czytało mi się tą książkę i mam nadzieję, że kolejne części okażą się tak dobre jak pierwsza.

Ogromnie się cieszę, z podróży jaka została mi zafundowała, uff co to była za przygoda!
Gorąco polecam Wam jej lekturę. Przeczytajcie ją jak najszybciej!
Ocena 9/10.
Pozdrawiam

wtorek, 7 lipca 2015

"Wypowiedz jej imię" James Dawson


"Wypowiedz jej imię" to historia Bobbi, Nayi i Caina - którzy w noc Hallowen, robią coś, co odmienia ich dotychczasowe życie.
Stojąc przed lustrem wypowiadają pięć razy imię KRWAWEJ MARY.  
Zgodnie z legendą krążącą po Piper's Hall (to szkoła z internatem, do której uczęszczają Bobi i Naya), wypowiedzenie jej imienia, przywołuje ducha.
Ich koleżanka Sadie, która zrobiła to samo parę dni wcześniej zaczyna się dziwnie zachowywać i nagle znika. Od tej pory zaczynają się dziać przerażające rzeczy, z którymi przyjdzie się zmierzyć młodym bohaterom. 

Historia zapowiadała się ciekawie, przyznam, że chociaż lubię straszne opowieści i obiło mi się o uszy coś na temat Krwawej Mery, zbytnio go wcześniej nie zgłębiałam. 
James Dawson wpadł na niebywały pomysł, aby użyć tego motywu w powieści, co pisarzowi wyszło bardzo dobrze, ale...

O ile powieść zaczęła się naprawdę intrygująco - bo mamy tu scenę rodem z horroru, reszta nie trzymała mnie w takim napięciu jakiego oczekiwałam. Autor wykorzystał znane już z filmów i książek schematy. 
Mamy tu nastolatków, którzy wywołują ducha i oczywiście zaczyna być bardzo niebezpiecznie, momentami zdawać by się mogło przerażająco, jest i tajemnica. 
Oczywiście jest wątek miłosny, bez czego widocznie nie może się obyć żadna powieść (niestety). Wszystko dąży do nieuniknionego finału, który powiem szczerze nie zaskoczył mnie i nie zmroził krwi w żyłach. 

Autor nie wymyślił nic nowego, jest to powieść niebywale przewidywalna. Gdzieś na początku lektury zdążyłam domyślić się jaką "zagadkę" skrywa Krwawa Mary. 
Samo rozwiązanie tajemnicy i finał, przypomina mi nieco film, który osobiście uwielbiam (i się go boję!), ale nie zdradzę tytułu, bo wtedy mogłabym Wam za wiele zdradzić. Ale...

Klimat książki jest bardzo intrygujący, ponieważ razem z Bobbi i jej przyjaciółmi zagłębiamy się w tajemnice ducha i wędrujemy korytarzami Piper's Hall, które w nocy potrafią przestraszyć. Nie jest to może powieść po której przeczytaniu nie będziemy mogli spać, ale jest to kawał dobrej historii, mimo swojej przewidywalności. Polecam ją wszystkim żądnych wrażeń, którzy chcieliby odpocząć od innych powieści i sięgnąć po coś innego, po książkę z "dreszczykiem", bo choć dla mnie nie była straszna, niektórych z Was może przerazić. 
"Wypowiedz jej imię" - jest to bardzo dobra młodzieżowa powieść grozy i mimo tego, że nie zaskoczyła mnie, stwierdzam, iż była strasznie wciągająca i interesująca. Autentycznie, trudno mi się było od niej oderwać. 

Jestem w stanie wybaczyć autorowi wszystkie niedociągnięcia, tą schematyczność i wszystko inne, ponieważ jak już pisałam książka ma odpowiednią atmosferę jak na powieści grozy i czytało mi się ją znakomicie, pomimo braku dreszczy przerażenia.
Ocena 7/10

czwartek, 2 lipca 2015

"Obsydian" Jennifer L. Armentrout

"Obsydian" to książka, o której było i jest nadal głośno. Mimo, że jest kierowana do młodszych czytelników, zwróciła moją uwagę tym, że niektórzy mówili, że jest podobna do sagi Zmierzch Stephanie Meyer.
Zawsze zarzekałam się, że nigdy! nie przeczytam tych "wypocin" ("Zmierzchu"), aż do czasu, kiedy to moja ukochana siostra, przeczytała i powiedziała, że ja też muszę. Więc w jakimś stopniu zaintrygowana (jak jej się podoba, to mnie też musi) pożyczyłam od niej pierwszą część. Pochłonęłam ją bardzo szybko i później pożyczałam kolejne. Seria niesamowicie mnie wciągnęła, była dla mnie przypływem świeżości, ponieważ dotąd nie czytałam tego typu literatury.
Jak to w moim przypadku bywa, było to wiele lat później po euforii, jaką wzbudzały jej książki.
Sagę Zmierzch nadal  lubię i nawet kupiłam sobie "Przed świtem", na jakiejś dużej książkowej promocji. Więc przez to podobieństwo zakupiłam "Obsydian" i zabrałam się za czytanie.

"Obsydianu" to powieść o nastolatkach w której, siedemnastoletnia Katy wraz z mamą wprowadza się do małego miasteczka w Wirginii Zachodniej. Tam, częściowo za namową rodzicielki poznaje Daemona, bardzo przystojnego sąsiada, na widok którego brakuje jej słów. Ma on też siostrę bliźniaczkę - Dee, która pragnie zaprzyjaźnić się z Katy. Jednak brat nie chce na to pozwolić. A dlaczego? Otóż rodzeństwo skrywa tajemnicę, której odkrycie przez innych może być dla nich bardzo niebezpieczne. Jednak utrzymywanie Katy na dystans nie należy do najłatwiejszych, ponieważ pomiędzy Daemonem a dziewczyną zdecydowanie iskrzy. Łączy ich niechęć powiązana z wzajemną fascynacją.

To z perspektywy Katy poznajemy całą historię. Prowadzi ona książkowego bloga, który jest praktycznie całym jej życiem, ale odmienia się to, kiedy poznaje rodzeństwo z naprzeciwka. Jest bardzo rozsądna, dojrzała jak na swój wiek, i w momentach, kiedy wielu uciekło by z płaczem, potrafi odgryźć się i tupnąć nogą. Jest to bardzo sympatyczna postać, która chce być silna i pomimo różnych przeszkód, pomóc innym. Jej relacja z Daemonem jest skomplikowana i to właśnie dzięki niej atmosfera jest tak elektryzująca.

Daemon to bardzo schematyczna postać - szorstki przystojniak, który mógłby mieć każdą i zdaje sobie sprawę z tego jak działa na dziewczyny. Takie postacie przeważnie zawsze zdobywają moją sympatię. Ma on bardzo uroczą siostrę - Dee, która pomimo wielu trudności chce żyć normalnie i przyjaźnić się z innymi.

Historia nastolatków, to bardzo intrygująca powieść, która pomimo swojej schematyczności porwała mnie w wir wydarzeń. Oczywiście w pewnych momentach strasznie przypominała mi "Zmierzch", jednak autorka wprowadziła tu coś innego. Wielu z was już pewnie wie co ta "inność" znaczy. Jednak dla osób, które są totalnie "zieloni" (ale mi się napisało ;)) nie zdradzę tego sekretu. Bo moim zdaniem tego nie powinien zdradzić nikt. Powinniśmy się o tym dowiedzieć sami, podczas czytania książki. I ja tego nie zrobię.
Ten pomysł, bardzo dobrze się sprawdził, był dotąd w tej formie dla mnie nieznany.

Powieść bardzo, ale to bardzo mi się spodobała i strasznie zaciekawiła, pomimo mojego zdawać by się mogło, nieodpowiedniego wieku. Bo jak już wcześniej wspomniałam, jest ona skierowana do młodzieży.
Mimo, że jest taka jak inne tego typu książki i oczywiście domyśliłam się jak ta historia będzie wyglądać, jednak wciągnęła mnie do reszty.
To iskrzenie pomiędzy Katy a Daemonem momentami jest nie do wytrzymania. Chciałoby się powiedzieć - Chłopie, na co czekasz!, ale autorka trzyma nas w napięciu. I dlatego ta powieść jest taka dobra. No i ta zagadka, której odkrycie budzi tak wielkie emocje w bohaterach i która jest zagrożeniem dla nich wszystkich.

Nie jest to może książka arcydzieło, powalająca językiem jakim posługuje się autorka. Jest to po prostu bardzo prosto, ale dobrze napisana powieść, która należy do "czasoumilaczy" i nie wymaga specjalnego skupienia od czytelnika. Jest to książka, które praktycznie sama się czyta. Jest taka jak powinny być młodzieżówki, lekka i przyjemna. Może nie zwala z nóg, ale na pewno jest warta uwagi.

Jedynym minusem, o którym muszę napisać jest słaba jakość okładki. Ja jako osoba, przesadnie dbająca o książki, jestem trochę zawiedziona. A to dlatego, że po paru godzinach trzymania książki w rękach okładka nie wygląda tak jak powinna. Na brzegach zaczyna się rozdwajać, czego bardzo nie lubię. Nie chcę nawet pomyśleć jak wyglądałaby po wielokrotnym czytaniu. A szkoda, bo sam projekt okładki jest naprawdę cudny, ale ta jakość.
Natomiast samo rozmieszczenie tekstu jest idealne i litery są w sam raz. Takie książki cenię, dzięki temu czyta się je bardzo szybko i nie męczą tak oczu jak drobne literki, praktycznie wchodzące na siebie.
Dla mnie właśnie to, jest jednym z ważniejszych czynników, jeśli chodzi o odbiór książki (oczywiście poza treścią). Nawet nie wiadomo jak wspaniała powieść może odrzucić, kiedy widzimy ten drobny maczek. Spotkałam wiele osób, które pomimo zaciekawienia powieścią, nigdy nie wezmą jej do ręki właśnie przez samo rozmieszczenie i rozmiar tekstu.

Wracając do samej treści książki, jest to idealna pozycja dla ludzi lubiących książki paranormalne z dużą dozą romantycznego wątku. Bo to on dominuje w tej powieści. Jest to nic innego jak romans dla młodszych czytelników, i sama nie wierzę, że to piszę, romans który bardzo mi się spodobał. Jestem niesamowicie ciekawa dalszych losów bohaterów, tym bardziej, że mój apetyt został wzmożony poprzez dodany na końcu fragment "Onyksu", czyli drugiej części serii Lux.
A czego seria Lux? Tego dowiecie się w trakcie czytania tej przyjemnej powieści, do czego bardzo Was zachęcam.

W książce znajdziemy również dodatek, w którym opisane są wybrane sceny przedstawione z perspektywy Daemona. Pozwalają nam one "wejść" w głowę bohatera i poznać jego odczucia w danych momentach.

Ocena 8/10.