poniedziałek, 7 września 2015

"Szkieletowa załoga" Stephen King

Opis z empik.com
Stephen King po raz kolejny udowadnia kto jest mistrzem powieści grozy. Jego opowiadania są tak dobre, że aż strach. Znajdziemy w niej ludzi którzy muszą się zmagać z własnymi lękami i nie tylko. Bo występują tu także wątki nadprzyrodzone i zło w czystej postaci, niekiedy przybierające postać samego człowieka.

Jeśli chodzi o historie w tym zbiorze znajduje się parę słabych, ale nie o nich będę pisać. Naturalne jest to, że wśród 20 różnych historii, jakie są zawarte w tym zbiorze, znajdą się takie, które mniej lub bardziej przypadną do gustu.

Chciałabym się tu skupić na tych, które zawładnęły mym czytelniczym sercem. A takich jest wiele.
Zapadająca w pamięć, która uważam, że poruszy każdego, jest "Szkoła przetrwania", w której to główny bohater - chirurg, na skutek katastrofy liniowca ląduje na wyspie, na której musi, co tu dużo mówić - przetrwać.
Jest to naprawdę momentami szokująca opowieść, która sprawiała, że wzdrygałam się podczas lektury. I wiem, że zapamiętam ją do końca życia.

Opowiadanie "Mgła", przeczytałam dopiero parę lat po obejrzeniu ekranizacji, która zresztą bardzo mi się podobała. Jednak pomimo znajomości treści, czytałam z zaciekawieniem do samego końca. Opowiadanie idealnie wprowadza w klimat tajemniczości i niebezpieczeństwa, jakie czeka bohaterów w tym opowiadaniu. Oczywiście w filmie jest nie jest w 100 % tak jak w oryginale, ale tylko nieznacznie od niego odbiega.

Równie mocno podobało mi się opowiadanie pt. "Tratwa", w którym studenci chcą pożegnać lato i wybierają się nad jezioro. Tam chcą dostać się na platformę unoszącą się na wodzie. Jednak sytuacja nieco się komplikuje, przynosząc wiele strachu przed nieznanym.

"Edytor tekstu" to jedno z opowiadań, którego czytania nie mogłam się doczekać najbardziej. Wyobraźcie sobie, że możecie zmienić wszystko, właśnie za sprawą tytułowego edytora.
Znakomity pomysł i jeszcze lepsze wykonanie. Koniecznie muszę obejrzeć film.

"Babcia", to historia George'a który musi zostać sam w domu z babcią. Niestety jest pewien problem, ponieważ budzi ona w chłopaku ogromne przerażenie.
Bardzo ciekawe, trzymające w napięciu i szczerze powiem, z fascynującym zakończeniem.
I zaraz po nim zabrałam się za film "Mercy" który powstał na jego podstawie i który znacznie się od niego różnił. Oczywiście główny wątek jest zachowany, ale podany w nieco inny sposób. Dużo zdarzeń, jak i same relacje bohaterów są zmienione. Jednak w zestawieniu z opowiadaniem, uważam że książkowa wersja tej historii bardziej mi odpowiada. Film ciekawy, dla osób które lubią horrory może być dosyć intrygujący.

Pozostałe opowiadania, których jest cała masa są równie dobre, czy to "Jaunting", "Ciężarówka wuja Ottona", "Małpa", "Skrót pani Todd", "Człowiek, który nie podawał ręki" czy "Ballada o celnym strzale" to kolejne z nich, które są moimi ulubionymi (oprócz oczywiście wyżej wymienionych) opowiadaniami z tego zbioru. Każda z nich jest inna, ale utrzymana w iście Kingowskim stylu.
Pisarz czy opowiada o małpie, która przeraża jednego z bohaterów od dziecka; czy o człowieku, który nie podaje ręki, a ma ku temu dobry powód; czy rodzina, która ma wziąć udział, w jakże popularnej w ich czasach "wycieczce" na Marsa, odzwierciedla się niesamowitym dopracowaniem i pomysłami, które są fascynujące. A do tego ich realizacja jest według mnie idealna. Bo często bywa tak, że zamysł na całą historię jest, ale autor po drodze gubi swą drogę i wtedy nie wychodzi z tego nic dobrego. Tutaj jest inaczej. Idealnie dozowane napięcie i dzięki temu nie nudziłam się podczas lektury ani chwili.

Tez zbiór podobał się ogromnie, (nie biorąc pod uwagę kilku słabszych powieści) i mogę go polecić każdemu fanowi powieści grozy, pod warunkiem oczywiście, że lubicie czytać opowiadania. Wiem, że są czytelnicy, którzy nie gustują w krótkich formach i wolą "pożerać" tylko powieści.
Ale naprawdę warto.

"Szkieletowa załoga" to zbiór, który przeniesie Was do innego wymiaru, przerazi i zaszokuje historiami, które pochłania się jednym tchem.

Ocena 8/10.

czwartek, 3 września 2015

"Pieczara gromów" Dean Koontz



opis z empik.com
Koontz po raz kolejny udowadnia, że on to potrafi pisać. Od samego początku odpowiednio dozuje napięcie, by później rozpędzić go do granic możliwości tym samym dążąc do finału, zresztą bardzo zaskakującego.
Pisarz tak umiejętnie stworzył postacie i całą fabułę, że z każdą przerzucaną stroną zastanawiałam się o co w tym wszystkim chodzi. I przyznam się, że kiedy powieść zdążyła mnie wciągnąć, wsiąkłam na dobre. Nie potrafiłam się od niej oderwać i poszłam spać dopiero, kiedy przeczytałam ostatnią stronę. Cały czas moja ciekawość była podsycana, dodatkowo wprowadzenie lekkiego klimatu grozy dodatkowo sprawiło, że książkę czytało się naprawdę wspaniale.

Główna bohaterka - Susan, to kobieta która przeżywa prawdziwy koszmar. W pewnym momencie sama nie wiedziałam, czy może po wypadku zwariowała, czy rzeczywiście odwiedzają ją złe duchy. Do samego końca Koontz trzyma w napięciu i nawet wtedy, kiedy wydawało się, że już wiem o co chodzi, przyszło małe zaskoczenie.

Koontz do powieści wprowadza wiele postaci, tym samym ubarwiając już i tak niezły pomysł. Każdy z bohaterów jest bardzo podejrzany. Nie wiadomo gdzie czai się zło. Podejrzenia są rzucane na wszystkich i wszystko.
Razem z bohaterką przeżywałam te chwile niepokoju, kiedy nie wiadomo było czego można było się spodziewać. Czy to umysł płata figle, czy może mordercy wrócili z zaświatów, aby się zemścić.
W tej niepewności jesteśmy trzymani naprawdę bardzo długo, dodatkowo w tej nie było momentów, aby mnie nużyła czy irytowała. Co ostatnio bardzo często się zdarza. Ale okazało się, że nie tym razem. Koontz jest jednym z najlepszych pisarzy na świecie i w tej książce to udowadnia.
Robi wszystko, żeby czytelnik mimo, szczątkowego rozwiązania przez siebie sprawy, był usatysfakcjonowany, wprowadzając rozwiązanie, które może zaskoczyć.

Powieść ta wzmogła mą chęć, aby ponownie wrócić do tego autora i zapoznać się z nieprzeczytanymi książkami, których jest ogrom. Jak dotąd udało mi się przeczytać jakieś 7 jego powieści z całej masy książek. Praktycznie za każdym razem byłam usatysfakcjonowana lekturą jego książek, a niekiedy "piałam" z zachwytu ( w przypadku "Gromu").
Także wiem, że Koontz po długiej nieobecności w moich stosikach do czytania, zagości na dobre.

Lekturę "Pieczary gromów" uważam za niesamowicie udaną. Jest to jedna z książek, która przynosi dreszczyk emocji związanych z poznawaniem tajemnicy, która momentami może nie być wcale taka oczywista. Posiada odpowiedni klimat, który idealnie nastraja podczas czytania i trzyma w napięciu aż do ostatniej strony.
Idealnie wyważona akcja, dobrze nakreśleni bohaterowie i ta zagadka, której odkrywanie niesamowicie mi się podobało. Ten dreszczyk emocji podczas czytania, niezastąpiony.
Polecam Wam serdecznie tę powieść.
Ocena 9/10.